 |
Z okładki:
Nie wiem, o której godzinie zadzwonił telefon. Właśnie zasypiałam i byłam trochę nieprzytomna.
- Nie śpisz? - powiedziała Alicja. - Słuchaj, mam do ciebie prośbę. W razie gdyby mnie trafił nagły szlag, przyjedź koniecznie obejrzeć moje zwłoki przed wyprowadzeniem. Będziesz pamiętać?
- Urżnęłaś się?! Przecież miałaś pracować!
- Właśnie cały czas pracuję. Poważnie mówię, będziesz mogła? Obejrzeć moje zwłoki przed wyprowadzeniem.
- Nie wiem, czy to będzie atrakcyjny widok, ale skoro ci zależy...
- I jeszcze jedno. Zapamiętaj albo sobie zapisz. Po mojej śmierci weź sobie to, czego używałaś po naszej wizycie u dobroczyńców, po tej whisky i koniaku.
- Po wizycie u dobroczyńców używałam jeszcze Soplicy...
- Używałaś, nie chlałaś! Używałaś...
- Święci pańscy, czego ja używałam?!
-... tupiąc nogami.
- Alicja, masz kota?! Tupiąc nogami...?!
- Przypomnij sobie. Dobranoc - powiedziała Alicja stanowczo i odłożyła słuchawkę.
Wszystko to razem zdenerwowało mnie wprawdzie mocno, ale nie do tego stopnia, żebym się miała rozbudzić, oprzytomnieć i zacząć zastanawiać. Chwilowo nie byłam w stanie pojąć, co mogła mieć na myśli. Uznałam, że jutro się dowiem, i zasnęłam na powrót z miłym uczuciem oczekiwania na rysujące się przede mną tajemnicze atrakcyjne sensacje.
Przez trzy kwadranse czekałam w tym Europejskim spokojnie. O wpół do dziewiątej zaczęłam się niecierpliwić, zwłaszcza, że zabrakło mi już czynności, jakie mogłam wykonywać w damskiej toalecie. Wyszłam na górę i zadzwoniłam do Alicji bez większych nadziei, że się odezwie.
Istotnie, w słuchawce odezwała się nie Alicja, tylko jakiś facet. Upewniłam się, czy nie pomyłka, i poprosiłam panią Hansen.
- Kto mówi? - spytał na to facet.
- Przyjaciółka.
- Nazwisko pani!
- Chmielewska. - powiedziałam odruchowo, zaskoczona dziwnym, rozkazującem tonem jego pytania. Cóż to ma znaczyć? Alicja wprowadza jakieś specjalne środki ostrożności?
- W jakiej sprawie? - ...spytano po tamtej stronie nadal rozkazująco.
Przestało mi się to nagle podobać.
- Proszę pana, ja chciałam mówić z panią Hansen - powiedziałam na wszelki wypadek bardzo uprzejmie, ale stanowczo. - Może zechce pan ją poprosić.
- W jakiej sprawie chce pani z nią rozmawiać?
Już się rozpędziłam, żeby go o tym informować. Kto to w ogóle jest?
- Proszę pana, ja chcę rozmawiać z moją przyjaciółką, a nie z panem. Nie rozumiem, co pan robi w jej mieszkaniu. Proszę ją poprosić do telefonu, jeżeli jest w domu.
- Pani Hansen nie podejdzie do telefonu. W jakiej sprawie pani dzwoni?
A cóż to za bałwan z jakąś obsesją! Skąd go Alicja wytrzasnęła? Nie dogadam się z nim, może jej tam nie ma, może on się tam włamał? Nic nie rozumiem i za wszelką cenę muszę się z nią natychmiast skontaktować!
Odłożyłam słuchawkę bez słowa, nie wdając się w dalsze przekomarzanie z facetem. Co zrobić? Jechać do niej? Może to niedobrze? Miałyśmy się nie pokazywać razem... Nie napadli jej chyba bandyci, nie odbieraliby telefonów i to jeszcze tak głupio!
Wydawnictwo Interart; 1989
|
 |
Jedna z lepszych części cyklu o przygodach Joanny. Tym razem, postanawia ona wyjaśnić sprawę śmierci swojej przyjaciółki, Alicji. Trop prowadzi poprzez stary kufer na strychu pralni w Kopenhadze do wielkiej afery narkotykowej.
Choć moją ulubioną książką Chmielewskiej jest i pozostanie na zawsze "Całe zdanie nieboszczyka", polecam także "Krokodyla" Jest to książka, przy której naprawdę można się wyśmiać, ale także wytężyć szare komórki.
|
 |
Jest to jedna z książek Joanny Chmielewskiej, której akcja rozgrywa się Kopenhadze.
W tym "kryminałku" niebagatelną rolę odgrywają zatrute winogrona, katafalk do spania, mały łysy w kapeluszu, heroina i duńskie krajobrazy. Oczywiście główna bohaterka biega - jak w niemal każdej książce Chmielewskiej - na końskie wyścigi, tym razem na Charlottenlund (czyli Kraj Karoliny), ale wygrywa nie ona, tylko kumpel pierwszy raz obstawiający zakłady.
Wyjaśnienie intrygi - też jak to u Chmielewskiej - zaskakujące.
|