 |
"Bajki robotów" – książka omawiana czasem na lekcjach języka polskiego ze względu na mnogość neologizmów, jakimi posługuje się autor. Jej magia nie tkwi jednak tylko w niezwykłych słowach, jakimi opisywany jest fantastyczny świat zamieszkiwany przez maszyny – najciekawsze jest właśnie to podstawienie robotów w miejsce czarodziejów, złych królów czy pięknych księżniczek.
Wydawać by się mogło, że jest to książka wyłącznie dla dzieci – w końcu sam tytuł sugeruje, że mamy do czynienia z bajkami. Nic bardziej mylnego - po książkę może sięgnąć każdy, kto ma ochotę na podróż w odległe światy, zamieszkane przez myślące, niemal ludzkie istoty mechaniczne. Mądrość jest tu ukryta w morałach, jak przystało na każdą szanującą się baśń czy bajkę.
|
 |
Trudno jest napisać kilka słów o książce która była jedną z pierwszych lektur dzieciństwa. A tą właśnie pozycję przeczytałem pierwszy raz mając 9-10 lat. I chyba ona zdecydowała o moim zainteresowaniu fantastyką.
Książka pochodzi z wczesnego okresu twórczości Lema. Nie ma w niej filozofii i wizjonerstwa dojrzałego pisarza. Po prostu bajeczki. Tylko bohaterami tych bajek są roboty. Między innymi zabawne przygody dwóch robotów - konstruktorów, Trurla i Klapaucjusza, które najbardziej utkwiły mi w pamięci.
Książka nie wniesie może w życie czytelnika nowych doświadczeń, ale na pewno przyniesie chwilę miłego odpoczynku. Polecam zarówno młodzieży jak i dorosłym.
|
 |
Bajki, owszem, ale opowiedziane przez roboty dla małych robocików. Mimo tytułu polecam je nie tylko dzieciom, bo osobiście uważam, że prozę Lema lepiej czytać nie będąc małym brzdącem, lepiej się wtedy ją zrozumie. Ze wszystkich bajek najbardziej zapamiętałam te, w których występują Bladawce, może dlatego, że wprowadzają do nich taką grozę. Ciekawa jest ta wizja człowieka...
|