 |
Książka Frederika Pohla "Gateway brama do gwiazd" to kolejna wersja amerykańskiego mitu od pucybuta do milionera, tym razem w wersji s-f. Ziemia po apokalipsie, wegetująca ludzkość, zmuszona do migracji w niegościnny kosmos, żmudna i wycieńczająca walka o przetrwanie. I znikąd nadziei. A właściwie jedna nadzieja - wyruszyć w podróż do gwiazd, gdzie można odnaleźć ślady istnienia dawnej cywilizacji mitycznych Heechów. Za znalezisko można otrzymać fortunę. Ale równie dobrze można nigdy już z przestrzeni nie powrócić, tym bardziej, że podróż odbywa się w statkach kosmicznych tychże Heechów, którymi nie daje się sterować i ogólnie rzecz biorąc - lecą gdzie chcą. Na desperacki krok decyduje się Rob Broadhed, bohater książki. Jak łatwo się domyślić - Rob osiąga cel, zostaje multimilionerem i mógłby żyć długo i szczęśliwie, gdyby nie to, że sukces okupił tragedią. I to sprawia, że nękany wyrzutami sumienia ląduje na kozetce komputerowego psychoanalityka. Akcja rozgrywa się na dwóch poziomach, życie bohatera poznajemy dzięki retrospektywie. Ogólnie rzecz biorąc, tak jak w większości opowieści science-fiction, wcale nie chodzi o przyszłość, ale o dziś. Tak też jest w przypadku "Gateway", jednak choć czyta się tę książkę potoczyście, to brak w niej tego błysku, który można dostrzec u największych twórców gatunku.
|
|   |
W Układzie Słonecznym ludzkość znajduje urządzenia i budowle tajemniczej obcej rasy, którą ochrzczono mianem Heechów. Ich technologia była bardzo rozwinięta, a niektóre artefakty okazują się bardzo przydatne dla ludzi. Nikt nie wie, jak wyglądali Heechowie ani gdzie odlecieli.
Największym odkryciem jest asteroid Gateway, rodzaj stacji kosmicznej z blisko tysiącem międzygwiezdnych statków Heechów. Każdy jest zaprogramowany na nadświetlny lot ku odległym miejscom przestrzeni. Nie można nim kierować, ale i tak znajdują się ochotnicy, Poszukiwacze, którzy latają tymi statkami w nieznane. Raz znajdują fortunę, innym razem śmierć.
Robinette Broadhead jest jednym z nich...
[Agencja "Solaris", 2001]
|