 |
Najprościej chyba by było powiedzieć, że to jest książka historyczna, w której Tolkien opisuje powstawanie wykreowanego przez niego świata fantasy... Jest tam przedstawiona cała mitologia śródziemia i wielkie bitwy o dominacie na świecie pomiędzy dobrem i złem...
Moim skromnym zdaniem powinno się to przeczytać PRZED "Władcą pierścienia" (aby zacząć od podstaw).Niestety w niektórych momentach książka trochę nudzi.
|
|   |
Najwspanialsze simulacrum z jakim kiedykolwiek się zetknęłam. W przypadku Tolkiena, erudyta, językoznawca, antropolog, i literaturoznawca łączy się w pisarzu. Dzieło jednakowo przesiąknięte jest pasją i mądrością badacza, jak natchnieniem i talentem artysty. W tekście tym twórca stawia sobie zadanie monumentalne - odkrywa bowiem na nowo świat mitologii celtyckiej, i, inspirując się także wierzeniami innych ludów, najbardziej chyba Germanów (zwłaszcza mitologią skandynawską), buduje mitologię dla Anglii. Trudno nawet powiedzieć, że to w pełni kreacja - bardziej jakby przebrany mit. Opowieść w procesie, wiecznie żywa, która niezależnie od imion i postaci bogów i herosów traktuje w gruncie rzeczy o kilku wiecznych kwestiach. Nie ma tu przygodowego questu, zabawnych hobbitów, bajecznego humoru i ciepła. Mit nie jest bajką. Opowieść sięgająca stworzenia świata i obejmująca kilka jego pierwszych er siłą rzeczy musi być opowiedziana inaczej. Mit ma swoje prawa. Tolkien operuje estetyką wzniosłości, działa na najpierwotniejsze, archetypowe wzorce tożsamości i kultury. Prócz wielkości, wizja urzeka przede wszystkim pięknem - to naczelna, obok wzniosłości, kategoria estetyczna dzieła. I jedyna znana mi koncepcja stworzenia świata dzięki pieśni pierwszych bogów. Rzeczywistość powstaje w muzyce. I opowieści.
|