 |
Książka opowiada historie trzech kobiet żyjących w różnych okresach XX wieku. Virginia Woolf - pisarka, Laura Brown - gospodyni domowa oraz żyjąca współcześnie wydawca - Clarissa Vaughan to kobiety, których losy łączą sie w zaskakujący sposób. Autor przeplata ich historie, a czytajac ma sie wrażenie, że czas zatacza pętlę i napełnia różne kobiety wciąż tymi samymi doznaniami. Każda z nich szuka tylko dwóch rzeczy - szczęścia i miłości. Każda marzy też o kobiecie... Ale nie będę zdradzać więcej :) Książka raczej z gatunku "ambitnych", myślę, że nie wszystkich jest w stanie zachwycić. Mimo wszystko, ja nie żałuję, że przeczytałam. :)
|
|   |
"Godziny" to powieść inspirowana "Panią Dalloway" Virginii Woolf. Można powiedzieć, iż stanowi wariację na jej temat, będąc przy tym wielkim hołdem, oddanym brytyjskiej pisarce.
Zestawienie trzech kobiecych losów, w jakiś sposób zdeterminowanych powieścią Woolf- pisarki, pracującej nad swoją książką, czytelniczki, podejmującej pod wpływem lektury ważne decyzje życiowe, wreszcie kobiety, będącej współczesną wersją tytułowej bohaterki "Pani Dalloway".
Książka dobrze napisana, pełna interesujących rozwiązań. Można nawet wybaczyć autorowi pewne typowo amerykańskie uproszczenia.
|
 |
Świetna książka Michaela Cunninghama nawiązująca do twórczości Wirgini Woolf. Opowiada trzy osobne historie losów trzech różnych kobiet, w zupełnie innych epokach, wszystkie mają jednak wspólny mianownik. Mamy więc sama pisarkę Wirginię Woolf - prześladowaną depresją i bólem istnienia, Laurę – gospodynię domową zmęczoną codziennością matki i żony oraz Clarissę – wydawcę, zagubioną w wypalonym związku i wieloletniej przyjaźni.
Wszystkie trzy uświadamiają sobie stopniowo, że nie potrafią dostrzec radości i sensu istnienia. Wszystkie trzy znalazły się u kresu swojej psychicznej wytrzymałości...i wszystkie trzy szukają jakiegoś rozwiązania.
Sama książka jest świetnie napisanym portretem trzech kobiet. Wciąga głębią historii i niepowtarzalnym klimatem. Po chwili to uczucie ogólnego wyobcowania czy też zagubienia się w codzienności wydaje się nam dziwnie znajome. Czytamy pytając samych siebie, niczym Clarissa, „kiedy ostatnio czułaś się naprawdę szczęśliwa...?”.
Można powiedzieć, że Cunningham ma dość „kobiece pióro”, albo przynajmniej talent do obserwowania kobiecej duszy. Niespotykana wrażliwość tej książki ujmuje już od pierwszej strony.
|