Podaj.net

Dane o książce

 

Lubiewo

Autor:
Michał Witkowski
Wydawnictwo:
Korporacja Ha!art
Okładka:
miękka
ISBN:
9788389911124
Liczba stron:
310
Rok wydania:
2005

Słowa: nike, homoseksualizm

Inni użytkownicy polecają

TYTUŁ:
 Małż [Marta Dzido]
 Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej [Michał Witkowski]
 Gnój [Wojciech Kuczok]
 Bieguni [Olga Tokarczuk]
 Lubiewo [Michał Witkowski]
 Lubiewo [Michał Witkowski]
 Mojry [Marek Soból]
 Lubiewo [Michał Witkowski]
 Lubiewo [Michał Witkowski]
 Trzech panów w łóżku, nie licząc kota [Bartosz Żurawiecki]

Najwyżej oceniane w tej kategorii

TYTUŁ:  
  Czas [Piotr Ibrahim Kalwas] 5.50
  Monte Cassino [Melchior Wańkowicz] 5.32
  Mój ojciec i dęby [Arkady Fiedler] 5.04
  Pierwszy krok w chmurach. Baza Sokołowska [Marek Hłasko] 4.99
  Sowa, córka piekarza [Marek Hłasko] 4.97
  Leśne Morze [Igor Newerly] 4.96
  Kartki z kalendarza [Kornel Makuszyński] 4.96
  Kamienie na szaniec [Aleksander Kamiński] 4.95
  Kamienie na szaniec [Aleksander Kamiński] 4.95
  Seans [Witold Horwath] 4.94
merrry (85/8/93) | 2007-11-26 17:46:19

„Lubiewo”- jedna z najbardziej kontrowersyjnych książek na polskim rynku wydawniczym. Przeczytać co najmniej wypada, choćby z obowiązku. Żeby nie oceniać jedynie za nowatorstwo, a mieć pojęcie, co też w tej literaturze współczesnej i rodzimej słychać. A dzieje się sporo, nie do końca jednak zgodnie z wyobrażeniami szeregowego czytelnika. Książka bowiem, równie dobrze mogłaby mieć podtytuł „Zapomniany czar PRLu”. Sporo w niej historii wspominających odległe czasy z wyraźną nutką nostalgii. I choć było być może trudniej, być może brudniej, to jednak sentyment pozostał. Bo czymże jest współczesny, uporządkowany świat zadbanego, modnego geja o ciągotach artystycznych wobec smaczku bycia sponiewieraną ciotą komunizmu? Autor pokazuje ogromny dystans do siebie i środowiska, za co mu chwała. I pomimo, że momentami jest niesmacznie, brutalnie, czy wręcz obrzydliwie, to równowagę zapewnia ironiczne poczucie humoru ze szczyptą sarkazmu. Pod koniec książki bohaterowie jawią się nam już jako wesoły klub seniora wspominający uroki komuny. Bo Michaśka pamięta jak to cudnie wtedy było, a że sparafrazuję autora: „Jak się dwie ciotki spotkają i zaczną wspominać, to nie ma rady”. A jak więcej niż dwie? – to już jest Lubiewo.

dansemacabre (170/6/176) |

Książka, która rozpoczęła w naszym kraju dyskusje na temat miejsca w literackim świecie czegoś takiego jak literatura gejowska.
Tytułowe Lubiewo to miejsce, w którym kochający siebie mężczyźni mogą rozkosznie oddawać się uciechom cielesnym. Ich to właśnie na co dzień poszukują nieco podstarzali panowie, którym przemiany w Polsce pozwalają już na nieco więcej, niż ukrywanie się przed światem ze swoją słabością.
Sam bohater- porte parole autora- kreuje siebie na słodką istotkę, pragnącą pomóc swym przyjacielom.
Więcej w tym wszystkim oczekiwania na społeczny szok u czytelników, niż choćby minimalnej dbałości o to, by powieść była nią choć rzekomo.
Słabe, żenujące, oczekujące na poklask- ode mnie go nie uzyska.

komestor (608/9/617) |

Książka zrobiła dużo szumu. Jak pisze wydawca "W latach 2005–2006 ukazało się 5 wydań powieści, audiobook oraz „złota edycja” w opracowaniu Karola Radziszewskiego. Wspólnie z Piotrem Gruszczyńskim przygotowana została także sceniczna wersja powieści na zamówienie TR Warszawa. Lubiewo znalazło się w Finale NIKE 2006, zostało nominowane do Paszportów „Polityki” 2005, Fenomenów „Przekroju” 2005, Nagrody Literackiej Gdynia 2006 oraz otrzymało Nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek 2006."

Szczerze mówiąc, te powszechne zachwyty mnie osobiście dziwią. Czy to wyraz „poprawności politycznej”, która nakazuje książkę chwalić już tylko dlatego, że jest to „powieść gejowska”? Tylko że w „Lubiewie” nie znajdujemy obrazu życia zwykłych ludzi-homoseksualistów, lecz perwersyjnego wynaturzenia. Cioty, które są bohaterami książki, to już nawet nie męskie prostytutki, lecz – excusez le mot – kurwy i szmaty (te słowa często się w książce przewijają). „Lubiewo” to odbicie jakiejś najciemniejszej strony życia, która zapewne istnieje także w świecie heteroseksualnym, jednakże w jednym, jak i w drugim to margines, a nie norma.

Nie zamierzam się tą książką zachwycać. Domyślam się, na jakie zarzuty mogę się narazić jej obrońcom. Zapewne powiedzieliby oni, że oto kolejny mieszczuch ciska gromy moralnego oburzenia i potępienia. Otóż nieprawda. Książka mnie nie oburzyła, nie potępiam i nie moralizuję. Czuję się po prostu zniesmaczony. Powtarzające się bez końca opisy kolejnego ciągnięcia lachy przypadkowo spotkanym facetom (w parku, w ruskich koszarach) są po prostu nieinteresujące i... niesmaczne. Autor, jak sądzę, zamierzał wywołać szok u czytelnika, coś jednak zawiodło. Może zdolności?

Najbardziej jednak martwi mnie, że książka ta to woda na młyn dla homofobów, a jacyś Wierzejscy mogą grzmieć, że wszyscy geje to chorzy dewianci, których trzeba izolować – i w postaci „Lubiewa” dostają do ręki mocny argument na rzecz swoich poglądów. Dla mnie książka dość słaba.