Ta opcja jest przeznaczona tylko dla użytkowników, którzy mają konto w serwisie.

zaloguj się teraz


Zapamiętaj mnie:
zapomniałem hasła »

(za darmo)
zamknij

Podaj.net

Horoskop na każdy dzień roku

Autor:
Wydawnictwo:
Pagina
Okładka:
miękka
ISBN:
9788390031019
Liczba stron:
364
Rok wydania:

Słowa: horoskop, wróżba

ocena: 5.00
na 10 (liczba ocen: 2)




Napisz swój komentarz

 

Inni użytkownicy polecają

TYTUŁ:
 W świecie zjaw i mediów [Krzysztof Boruń]>
 Ossowiecki - zagadki jasnowidzenia [Krzysztof Boruń, Katarzyna Boruń - Jagodzińska]
 Świat mego ducha i wizje przyszłości [Stefan Ossowiecki]
 Praca z energiami, aurą i czakrami [Georgii Ursula]
 Wahadełko [Jared O'Keefe]
 Energetyczne wampiry czyli opowieści o subtelnej 7 [Podwodnyj Awiessałom]
 Astrologus. Waga [Praca zbiorowa]
 Nie tylko numerologia [Redaktor Beata Pawłowicz]
 Kosmiczny wymiar twojej mocy [Joseph Murphy]
 Energia z kosmosu [Joseph Murphy]

Najwyżej oceniane w tej kategorii

TYTUŁ:  
  Dzieci wszechświata [Hoimar von Ditfurth]
4.65
  Kosmiczny spust [Robert Anton Wilson]
4.61
  Mandala życia. Astrologia - mity i rzeczywistość tom 1 [Rafał T. Prinke, Leszek Weres]
4.49
  W imieniu Zeusa [Erich von Daniken]
4.42
  Magiczne światy Harry'ego Pottera [David Colbert]
Nota wydawcy: Czy bazyliszki to wielkie węże? Dlaczego uczniowie Durmstrangu podróżują statkiem? Dlaczego po spotkaniu z dementorem należy zjeść ...
4.28
  Nostradamus. Sekrety przepowiedni [David Ovason]
3.98
  Gwiezdne dziedzictwo [Lyssa Royal, Keith Priest]
3.92
  I ching. Księga przemian [Sam Reifler]
3.89
  Homo-Zodiacus [Weres Leszek]
Kapitalne czytadło dla każdego, doskonałe jako rozrywka i towarzyska zabawa. Tekst pozbawiony drażniącej, choć w przypadku "nauk tajemnych" ...
3.86
  Antyczni kosmonauci [Erich von Däniken]
3.85

Polecamy Bilion dolarów - Andreas Eschbach

Tak udanego mariażu książki fabularnej z kursem ekonomii jeszcze nie czytałem. Całość niestety psuje nudno-głupi koniec, zwłaszcza ostatnie akapity czytało się z tym przytłaczającym uczuciem przewidywalności. Ale zacznijmy może od początku. John Fontanelli to życiowy nieudacznik, który na skutek szczęśliwego trafu dziedziczy największy na świecie majątek - w wysokości jednego biliona dolarów. Czyli, jak podkreśla to wydawca w blurbie, milion milionów. Żeby mu nie było za fajno, to pod testamentem (zapewne drobnym druczkiem) dopisano, że ma on ten cały bilionek wykorzystać na przywrócenie ludzkości jej dawnej świetności. Tak jakby kiedyś jakaś istniała! No i zaczyna się opisywanie, w jaki sposób trzeba to zrobić. Co ciekawe, pomysł na zrealizowanie tego celu ma każdy - poza spadkobiercą, toteż nie dziwi fakt, że w końcu wybiera obcą koncepcję zamiast zaufać swemu osądkowi. Czy słusznie - o tym musicie przekonać się sami. Ciekawy natomiast jestem ilu czytelników tejże lektury pomyślało, co oni by zrobili na miejscu naszego bohatera. Przyznam, że mnie kilka razy poniosło; na szczęście chyba nikt nie widział jak leżę z oczyma wlepionymi w sufit, a z ust kapała mi ślinka… Kap, kap. Jedno jest pewne: w porównaniu z Johnem ja bym nie miał tyle zahamowań, jeśli idzie o zachowania damsko-męskie. Trudno mi zresztą wyobrazić sobie faceta, który mogąc mieć 99% kobiet, nie skorzystałby z takiej okazji… W grę mogłaby wchodzić tylko odmienna orientacja seksualna, tudzież przedwczesny uwiąd naszego bohatera. To jest zresztą wada tej powieści - główny bohater jest tak naiwny i głupi, że aż strach. Ale jak to mawiają - głupi zawsze mają szczęście, no nie? Więc może jego fart jest czymś wytłumaczony. Mając tyle pieniędzy co on, myślę, że potrafiłbym nimi lepiej zarządzać. No ale czemu ja się dziwię, w końcu John Fontanelli to Amerykanin, a do tej pory jego zajęciem było rozwożenie pizzy… Mimo tych zgrzytów książkę czyta się przyjemnie i szybko. Obok niewątpliwie satysfakcjonującej czytelnika sensacyjnej fabuły, Eschbach dostarcza również solidną dawkę wiedzy z zakresy ekonomii. I to wiedzy zrozumiałej, dzięki Bogu! A słysząc narzekania studentów na miko- i makro- ekonomię zawsze odnosiłem wrażenie, że ten kierunek to coś strasznego i niemożliwie skomplikowanego. A tu proszę - przyznaję się bez bicia, że temat finansów mnie wciągnął i nawet przez chwilę (o zgrozo!) pomyślałem (nie uwierzycie) o rozpoczęciu studiów z zakresu ekonomii! Ot - doskonały argument dla ludzi twierdzących, że czytanie ogłupia. Ja i studia? Nigdy w życiu! Mam inżyniera jakiegoś tam czegoś i mi wystarcza, serdecznie dziękuję wystawania w kolejkach do dziekanatu, w którym siedzą te osławione trzygłowe hydry, gotowe schrupać nieostrożnego studencika jednym klapsem swych chamskich pysków. Starczy, bo zapędziłem się trochę. Wydaje się, że autor zajął się wszystkimi problemami wynikającymi z szaleńczo galopującej globalizacji. Właściwie to już na początku powieści pada motyw przewodni, czy raczej motto “Biliona dolarów”: po co się bogacimy? Jaki jest tego cel? Dlaczego musimy ganiać za pieniądzem, być w ciągłej pogoni za coraz większą ilością zer na koncie (dobrze, by te zera poprzedzała jakaś inna cyfra, jak to ktoś ładnie ujął)? Przecież już dawno mogliśmy się zadowolić tym, co mamy: stać nas na jedzenie, stać nas na dość spokojne życie bez wyrzeczeń, ale mimo to liczy się nadal zysk i więcej, więcej, więcej kasy. Zawsze przecież można kupić lepszy dom, lepszy samochód, modniejsze ubrania czy cokolwiek. Chciałoby się krzyknąć: czy to się nigdy nie kończy? Człowiek, który nie cierpi na tę ogólnoświatową chorobę żądzy posiadania staje się odszczepieńcem i ląduje na dworcu albo staje się wyrzutkiem, niewartym wspomnienia wariatem, którego wstydzi się cała rodzina. Przypomina się Samuel L. Jackson z filmu “The Caveman’s Valentine“. Eschbach poprzez tę powieść próbuje podpowiedzieć nam jak to zmienić. Usiłuje nieudolnie, bo warunkiem przez niego stawianym jest warunek nie do przyjęcia - nikt nigdy nie będzie miał takiej finansowej przewagi nad resztą ludzi. Nie w tym świecie. Mimo tej, charakterystycznej dla tej książki naiwności przytaczanych teorii, uważam, że wątek pieniędzy jest opisany bardzo sprawnie i rzetelnie. Na koniec rzecz, która może niektórym czytelnikom nie przeszkadza, to mnie jednak mocno wkurzyła. Chodzi o naprawdę kiepskie formatowanie tekstu - chodzi rzecz jasna o akapity, które nie są w żaden sposób od siebie oddzielone… Efekt jest taki, że cały tekst zlewa się ze sobą, choć w niektórych momentach aż prosi się o akapit 20 punktów albo o wstawienie gwiazdek oddzielających dwa zupełnie niezwiązane ze sobą bloki tekstu. Jak dla mnie - skandal. Nie wiem jak można było pominąć taki element pracy nad książką!? I to Solaris - firma z ogromną tradycją… Wstyd. Pomimo swej naiwności i głównego bohatera, który będzie dla mnie od teraz synonimem naiwnego ignoranta, powieść ta jest całkiem przyjemną lekturą - zwłaszcza dla wszelkiego rodzaju pasjonatów ekonomii stosowanej i teoretycznej oraz dla ludzi, których stać na to, by przysiąść na kilka godzin i poświęcić swój czas na coś innego, niż zarabianie kasy. Ocena: 4/6
więcej »